|
Nasz
kotek rośnie, zżywa się z naszą rodziną i wkrótce stanowi
jej integralną całość. Ale nawet kot, tak niezależne i półdzikie
stworzenie, miewa swoje problemy. My, jako jego opiekunowie i
dobre dusze, musimy nauczyć się mu pomagać. W tym odcinku nie
będę w stanie poruszyć wszystkich problemów, jakie może
napotkać właściciel kota, ale spróbuję zaznaczyć chociaż
te najważniejsze.
Zacznijmy
od momentu, gdy nasz Mruczek zaczyna osiągać wiek dojrzały. Jak
to zwykle bywa w naturze, pierwsze dorosłość osiągają kotki.
Dzieje się to zwykle w wieku 6-8 miesięcy i objawia się
wystąpieniem pierwszej rui. Może to być zaskoczeniem dla
niedoświadczonego właściciela, gdyż kotka zachowuje się wtedy
tak, jakby bardzo cierpiała. Wydaje przeciągłe jęki, szura
brzuchem po ziemi, odstawiając przy tym ogon, zaczepia każdego,
prosząc o czułości i głaskanie. Stan taki potrafi utrzymywać się
nawet do kilku tygodni, a zrozpaczeni właściciele nie potrafią
sobie z tym poradzić. No cóż, pozostaje nam tylko
cierpliwie czekać, aż pierwsza ruja dobiegnie końca, i udać się z
naszą panną do lecznicy. Do wyboru mamy trzy drogi postępowania.
Pierwsza - to uzbrojenie się w cierpliwość i pozwolenie naturze
aby 'robiła swoje'. Z jednej strony ten brak ingerencji w
fizjologię wydaje się słuszny, ale... u kotki, która może
swobodnie wychodzić z domu wiąże się to z przynajmniej dwukrotnym
w ciągu roku posiadaniem przychówka. Jeśli nie mamy
chętnych do adopcji tak wielkiej liczby kociąt, powinniśmy skupić
się na dwóch pozostałych rozwiązaniach. Pierwsze to
antykoncepcja chemiczna, w postaci tabletek lub zastrzyków.
Ta koncepcja wydaje się słuszna, gdy w przyszłości zamierzamy
pozwolić naszej kotce chociaż raz zostać matką. Druga to
sterylizacja, która zapobiegnie nie tylko niechcianym
ciążom, ale również objawom rui tak 'niemiłym dla ucha'.
Ta droga jest jednak słuszna tylko w przypadku, gdy nie pragniemy
dochować się potomstwa.
A
'chłopcy'? W tym wypadku stanowczo polecałabym kastrację. Zabieg
ten wykonany w wieku 6-8 miesięcy przede wszystkim zapobiega
znaczeniu przez kocurka swojego terenu. Mocz dojrzałego kocura ma
niezwykle intensywny zapach, a ostrzykiwanie każdego napotkanego
przedmiotu leży w jego naturze. Jeśli więc nie zamierzamy
prowadzić hodowli, zabieg ten jest konieczny zarówno dla
naszego, jak i kociego dobra.
Koty
znaczą swój teren, aby czuć się w nim bezpiecznie. Robią
to zarówno za pomocą moczu, jak i używając gruczołów
znajdujących się pomiędzy zewnętrznym kątem oka a uszami. Typowe
dla kotów ocieranie się głową o nasze nogi czy sprzęty to
nic innego, jak stwarzanie sobie przyjaznego środowiska. Jeśli
więc zamierzamy przewieźć gdzieś naszego pupila, zmieniamy
miejsce zamieszkania lub pakujemy go do klatki, dobrze jest
spryskać nowy teren dostępnym w lecznicach dla zwierząt
preparatem o zapachu zbliżonym do wydzieliny ich gruczołów.
Spójrzmy
teraz na najczęściej pojawiające się problemy zdrowotne. Koty
chorują rzadko, ale to nie znaczy, że nie bywają pacjentami.
Najczęstsze przyczyny wizyt to wypadki, zarówno
komunikacyjne, jak i pogryzienia. To oczywiście dotyczy tych
kotów, które swobodnie wychodzą na dwór. Ale
i naszym pupilom zamkniętym przez całe życie w czterech ścianach
naszych mieszkań też zdarza się chorować. Są to zarówno
przeziębienia, objawiające się katarem i kaszlem, niestrawności,
z wymiotami i biegunką, ale i poważne choroby, jak niewydolność
nerek, cukrzyca czy marskość wątroby. Dlatego tak ważne jest
baczne obserwowanie naszego pupila. Każda zmiana zachowania, brak
apetytu, apatia czy chowanie się w ciemnych kątach powinno wzmóc
naszą czujność.
Koty
są niezwykle trudnymi pacjentami. Nawet doświadczony lekarz może
mieć problemy z doborem odpowiedniego leczenia. Koty, nie tylko
gatunkowo, ale nawet indywidualnie, reagują w odmienny sposób
na dane lekarstwo niż wszystkie inne gatunki zwierząt. Znamiennym
przykładem jest waleriana, która - zarówno na nas
ludzi, jak i na inne zwierzęta - działa uspokajająco, a na
koty.... lepiej nie mówić. Dlatego też starajmy się nie
leczyć naszego kotka sami lekami, które 'komuś-tam'
pomogły, zostawmy to doświadczonemu lekarzowi weterynarii.
Ale
oczywiście nie musimy z każdym głupstwem natychmiast biec do
lecznicy! Jeśli nasz Mruczek wymiotuje lub ma niewielką biegunkę,
a przy tym nadal może pić wodę, zastosujmy jednodniową głodówkę
(przypominam, że pić kotek musi!), a potem podawajmy mu lekki
pokarm aż do wyzdrowienia. Takie chwilowe niestrawności zdarzają
się u kotów nawet prawidłowo żywionych stosunkowo często,
jako że nasi milusińscy potrafią zjadać najdziwniejsze
przedmioty. Jeśli jednak objawy niestrawności utrzymują się
dłużej, konieczna jest wizyta u lekarza. Lekką niestrawność może
spowodować też zlizywana podczas toalety sierść. Zwykle zostaje
ona po jakimś czasie zwymiotowana, ale istnieją też przypadki
powstawania tzw. bezoarów (kul powstałych z sierści),
które potrafią zablokować przewód pokarmowy
'czyścioszka'.
Oprócz
wyżej wymienionych chorób i dolegliwości możemy u naszych
pupili spotkać praktycznie wszystkie jednostki chorobowe,
dotykające nie tylko inne czworonogi, ale i nas, dwunożnych
właścicieli. Uważajmy więc gdy mamy katar, bo nasz kiciuś może za
chwilę też zacząć kichać.
|