Tatry Polskie

przewodnik multimedialny

Strona_główna

Dla dzieci



Napisz do mnie


Przygody

kota Mazgaja


Odcinek 8. Na ryby


Pewnego dnia moi greccy przyjaciele zabrali mnie na ryby. Wczesnym rankiem, gdy miasteczko pogrążone było we śnie, udaliśmy się do portu rybackiego. Panował tam już spory ruch. Z przycumowanych do brzegu kutrów rybacy wyładowywali skrzynie pełne świeżych ryb. Z nocnych połowów powracały kolejne łodzie. Zadowolone twarze rybaków świadczyły o udanych połowach. Nabrzeże oblegały koty, które różnymi sposobami próbowały wkraść się w łaski rybaków. Dominowały pręgowane rudzielce, przypominające Kostasa. Zapytałem go, czy to jego krewniacy, ale odpowiedział ze śmiechem, że na wyspie jest bardzo dużo rudych kotów. Może to sprawa przystosowania się do tutejszego klimatu? Faktem jest, że w nasłonecznionych miejscach męczyłem się w tym swoim czarnym futerku. Nie spotkałem tu podobnego do mnie czarnucha.

Rybacy niezbyt chętnie dzielili się z nami zdobyczą. Rzadko leciała w naszym kierunku niewielka rybka, na którą niezwłocznie rzucał się tabun kocurów. Kotłowanina, piski i złorzeczenia powtarzały się za każdym razem. Te kilka marnych rybek nie mogło zaspokoić wilczych apetytów chmary kotów, uwielbiających przecież rybie mięso. Kostas odwołał nas na bok i robiąc szelmowską minę, szepnął:

- Koledzy, tutaj nie mamy szans. Wejdźmy do jednej z łodzi, tam najemy się do syta!

Miał rację. Podkradliśmy się do przybijającego do przystani kutra i niezauważeni przez nikogo wskoczyliśmy do środka. Zniewalające zapachy tłustych rybek wprawiły nas w dobry nastrój. Nie tracąc czasu, rozpoczęliśmy konsumpcję. Rybki znikały z pojemników jedna po drugiej w błyskawicznym tempie, a my ciągle nie mieliśmy dość. Chowaliśmy się na czas wyładunku, po czym wracaliśmy do nie wyniesionych jeszcze skrzynek. Żarliśmy bez opamiętania i umknęło naszej uwadze, że pozostała ostatnia skrzynka. Kiedy i ją wystawiono, byliśmy tak ociężali, że zabrakło nam już sił, aby opuścić pokład. Znalazłszy ustronne miejsce w tylnej części kutra, położyliśmy się wygodnie z zamiarem odpoczynku i strawienia obfitego śniadania. Niespodziewanie wrócili rybacy, sprawnie odcumowali łódź i zapuścili motor. Zerwaliśmy się na równe nogi. Kostas i Rykos bez chwili wahania wyskoczyli za burtę na pomost. Już, już miałem skakać i ja, ale łódź szarpnęła i szybko zaczęła oddalać się od brzegu.

- Skacz, skacz! - krzyczeli moi przyjaciele, przerażeni nie mniej niż ja.

Nie mogłem, nie umiem pływać i boję się wody. Skulony patrzyłem na malejącą przystań. Bujało niezgorzej, a ponieważ byłem obżarty, zaczęło mnie mdlić. Zeskoczyłem z burty na pokład i nie panując już nad niesfornym żołądkiem, zwróciłem naturze wszystko, co jej wcześniej zabrałem. Zawstydzony i zalękniony wślizgnąłem się pod zwój lin cumowych. Zmęczenie i stres zrobiły swoje - zapadłem w sen. Obudziły mnie głosy rybaków, którzy odkryli efekt niekontrolowanej reakcji mojego organizmu. Niebawem odkryli również moją kryjówkę. Wyciągnięty za kark drżałem ze strachu i pochlipując, patrzyłem w twarz rybaka. Wrzuci mnie do morza - przemknęła myśl jak strzała. Żegnaj świecie ... Ale mężczyzna wcale nie miał zbrodniczych zamiarów. Starą, zmęczoną twarz pooraną zmarszczkami rozjaśnił uśmiech, a w dużych, dobrych oczach zakręciły się łzy. Wiedziałem, że jestem uratowany. Rybak zaniósł mnie do kabiny, gdzie zajęli się mną jego koledzy. Połów już się zakończył, bo wszystkie skrzynki i pojemniki wypełniały morskie przysmaki. Częstowano mnie, ale nie mogłem patrzeć na ryby. Zdziwieni gospodarze w końcu dali mi spokój.

Dobijaliśmy do portu. Znajoma zatoczka lśniła w słońcu, po nabrzeżu spacerowali ludzie. Po zacumowaniu zobaczyłem biegnące w naszą stronę dwie osoby i dwa koty. Rozpoznałem ich z daleka. Rozczuliłem się na widok moich opiekunów przyprowadzonych przez kocich przyjaciół. Rybacy wdali się w pogawędkę z Państwem, a ja porwałem w objęcia Kostasa i Rykosa. Szczęśliwi wróciliśmy do domu. Tego wieczoru na kolację podano smażoną rybę, kupioną u rybaków - moich nowych greckich przyjaciół. Pokochałem ich szczerze i odwiedzałem w porcie wiele razy, najczęściej o zachodzie słońca (wtedy zatoka wyglądała najpiękniej). Stary szyper lubił zwierzęta i zawsze cieszył się z moich wizyt.


Do góry

Poprzedni odcinek              Następny odcinek