|
Odcinek
3. Nowy dom
My,
koty, szybko zapominamy złe chwile, jeśli po nich następują
dobre. To ułatwia nam życie. Tak było i ze mną. Znalazłem się w
nowym otoczeniu, które należało szybko zbadać.
Już
w momencie wnoszenia mnie na 3. piętro w bloku mieszkalnym zdałem
sobie sprawę, że zmienił się mój status: z kota
podwórkowego awansowałem na salonowca. Oznaczało to
rezygnację z szaleństw na podwórku. Penetrację mieszkania,
które miało stać się moim nowym domem, rozpocząłem od
najważniejszego miejsca, to znaczy toalety. Trafiłem tam bez
trudu. Zobaczywszy kuwetę z piaskiem, odetchnąłem z ulgą.
Wskoczyłem do środka, obwąchałem dokładnie i z uczuciem
satysfakcji zrobiłem to, co należało w takim miejscu zrobić.
Kolejne
pomieszczenie, którym zainteresowałem się szczególnie,
była kuchnia. Podekscytowanie tym miejscem jest chyba
charakterystyczne dla wszystkich stworzeń domowych, nie mówiąc
już o ludziach. Szybko odnalazłem miseczkę dwukomorową z
przeznaczeniem na wodę i karmę. No, no, moi Państwo pomyśleli o
wszystkim. Sprawdźmy teraz, gdzie jest moje legowisko. Musicie
wiedzieć, że większość dnia i nocy kot przesypia, dlatego tak
ważne jest wygodne i ciepłe miejsce do spania. Ku mojemu
zdziwieniu w całym mieszkaniu nie znalazłem nic, co
przypominałoby kącik do spania, podobny do tego, jaki miałem w
Konstancinie, to znaczy koszyk wyściełany kocykiem. Zacząłem
gorączkowo myśleć, krążąc między pokojami, i nagle doznałem
olśnienia. W każdym pokoju stał przynajmniej jeden fotel, a
oprócz tego w salonie była kanapa. Czyżby któryś z
tych mebli (a może wszystkie) miał mi służyć za leżankę? Z
podniecenia dostałem drgawek ogona, ale szybko się opanowałem i
zacząłem obmyślać strategie działania. Właściwie wystarczyłoby
wskoczyć na wybrany fotel i czekać na reakcję Państwa. Jeśli mam
wolną łapę (człowiek powiedziałby 'rękę'), to znaczy, że nie
będzie żadnej gwałtownej reakcji z ich strony. Jeśli się mylę, to
najwyżej zgonią mnie z fotela. A może zdenerwują się i dostanę
klapsa? Tą ostatnią możliwością przejmowałem się najmniej, bo my,
koty, o czym nie wszyscy ludzie wiedzą, mamy grubą skórę,
i dlatego stosowanie kar cielesnych nie zawsze przynosi pożądany
efekt. Bardziej przeżywam hałas, dlatego największą karą dla mnie
są wrzaski i piski, zwłaszcza histerie małych dzieci.
W
końcu przemogłem się i wskoczyłem na najbardziej okazały w
mieszkaniu fotel. Zwinąłem się w kłębek i zamknąłem oczy. Uszy
postawiłem jednak wysoko, na wypadek, gdyby ktoś wszedł do
pokoju. Podobnie jak inne koty mam genialnie rozwinięty zmysł
słuchu. Słyszę najmniejszy szmer, nawet przez sen. Spałem
smacznie, kiedy zbudziły mnie kroki Pana. W pierwszym odruchu
chciałem czmychnąć pod stół, ale się powstrzymałem.
Musiałem przecież sprawdzić, czy leżąc w fotelu popełniam
przestępstwo, czy też nie. Pan zbliżył się i położył mi przed
nosem myszkę - zabawkę. Żadnego krzyku, żadnego zganiania z
fotela. Hurra, zwycięstwo! Fotel był mój! I jeszcze
dostałem zabawkę! Chwyciłem myszkę w pyszczek i pognałem jak
wiatr przez całe mieszkanie. Państwo pobiegli za mną, szczerze
uradowani. Mieliśmy wspaniałą zabawę. Poranne smuteczki znikły
zupełnie. Poczułem się szczęśliwy.
I
jeszcze coś. Byłem tu jedynym kotem. Nikt mnie nie przepędzał i
nie wyśmiewał się ze mnie, jak się to często zdarzało w naszym
kocim stadzie w Konstancinie. Cały teren był mój!
|