Tatry Polskie

przewodnik multimedialny

Strona główna

Dla dzieci



Napisz do mnie


Przygody

kota Mazgaja


Odcinek 24. Mazgaj w opałach


Strach towarzyszy stworzeniom przez całe życie. Są różne poziomy lęku, od lekkiego niepokoju zaczynając, a kończąc na strachu paraliżującym ruch ciała. Czego boicie się najczęściej Wy, dzieci? Podejrzewam, że gniewu rodziców i kary za nieposłuszeństwo. Jeśli chodzicie do szkoły, pewnie część z Was odczuwa lęk przed klasówką. Tak jest w przypadku Kasi, o której opowiadałem Wam wcześniej. Niektórzy boją się ciemności i muszą zasypiać przy zapalonej lampce. Dorośli też nie są wolni od lęku. Znam takich, którzy boją się psów, ale nie braknie także zuchów uciekających przed myszką, a nawet pająkiem. Cóż mogę powiedzieć o sobie? Jestem dość bojaźliwym kotem. Aż wstyd się przyznać, jak wiele sytuacji napawa mnie lękiem. Pamiętam jednak dwa zdarzenia naprawdę groźne. Pierwsze opisałem w odcinku 'Na ryby'.

Drugie miało miejsce w czasie ostatnich wakacji w Tatrach. Moi Państwo, jak już wielokrotnie pisałem, miewają szalone pomysły. Nie wiem, czy to wpływ pogody, czy szczególnego układu gwiazd, czy może efekt dobrego samopoczucia, wywołanego wyśmienitą kolacją w dniu poprzednim. Faktem jest, że kiedy rano widzę ich w znakomitych humorach, wiem, że grozi mi jakaś niespodzianka. Owego dnia zabrano mnie na wycieczkę w góry. Pogoda nie była najlepsza, toteż moi Państwo wybrali krótki i łatwy szlak na Stoły w Dolinie Kościeliskiej. Kiedy dotarliśmy do pięknej, rozległej hali na Stołach, wyjrzało słońce. Pan i Pani usiedli na progu starej szopy pasterskiej, wyjęli wafelki waniliowe i, zajadając słodkości, rozkoszowali się panoramą górską. Zostałem wypuszczony z plecaczka i od razu pognałem przed siebie przez bujne trawy.

Byliśmy sami w tym ślicznym miejscu i tylko śpiew ptaków przerywał ciszę. Szalałem po łące i pogryzałem trawę. W końcu zmęczony położyłem się na boku i zamknąłem oczy. Z błogiego stanu wyrwał mnie histeryczny krzyk:

- Mazgaj, uciekaj natychmiast!

Drgnąłem, otworzyłem oczy i na ułamek sekundy zamarłem z przerażenia. Ogromny ptak z zakrzywionym dziobem pikował prosto na mnie. Zerwałem się na równe nogi i zacząłem uciekać. Pędziłem na oślep z prędkością, o jaką nigdy nie podejrzewałbym siebie. Zignorowałem Pana, który biegł mi na pomoc, i wskoczyłem do najbliżej stojącej chaty pasterskiej. Skuliłem się w kącie i z łomocącym sercem czekałem na dalszy bieg wypadków. Po chwili weszli Państwo, ale w szałasie panował półmrok i nie mogli mnie zlokalizować. Pomogłem im cichym miauknięciem.

Byłem już bezpieczny, ale przez długi czas nie mogłem się uspokoić. Po wyjściu na zewnątrz zobaczyłem go raz jeszcze. Szybował wysoko, zataczając kręgi nad polaną. Orzeł. Król ptaków. Majestatyczny olbrzym, którego ofiarą o mało co nie padłem. Ta historia oduczyła moich opiekunów od zabierania mnie na wycieczki do Tatrzańskiego Parku Narodowego. Nawiasem mówiąc, złamali oni przepisy, które mówią o zakazie wprowadzania na teren Parku psów i innych zwierząt domowych. Ale czy musiałem tyle przeżyć, aby pojęli zasadność tego zakazu? Nigdy nie zrozumiem ludzi.


Do góry

Poprzedni odcinek               Następny odcinek