Tatry Polskie

przewodnik multimedialny

Strona główna

Dla dzieci



Napisz do mnie


Przygody

kota Mazgaja


Odcinek 21. Przygoda w Tatrach


Właśnie wróciłem z Tatr i jestem pod wrażeniem piękna tych gór. Wiem, że Wy, dzieci, wolicie jeździć nad morze. Rozumiem Was doskonale. Ja też lubię słońce, piasek i leniuchowanie (zwłaszcza to ostatnie). Za wodą nie przepadam - no cóż, mała wada genetyczna. Mamy zatem, poza wodnym drobiazgiem, takie same upodobania.

Możesz zachwycać się zachodem słońca, krzykiem mew i spienionymi falami morskimi, ale jeśli nie wspiąłeś się na żaden szczyt w Tatrach i nie objąłeś wzrokiem panoramy górskiej, to tak naprawdę niewiele w życiu widziałeś. Gdzie znajdziesz tak powabne łąki z kobiercem przeróżnych kwiatów, muzyką koników polnych i tańcem bajecznie kolorowych motyli, jeśli nie w Tatrach lub innych górach polskich?

A szemrzące potoki w uroczych dolinkach, a stawy tatrzańskie w otoczeniu dostojnych smreków i poszarpanych szczytów górskich? Niezapomniane widoki! Namówcie rodziców na wakacje w Tatrach. Szczególnie zachęcam Karolinkę z Wrocławia, moją wierną słuchaczkę.

Czy wiesz Karolinko, że w Tatrach są prawdziwe misie? Nie boją się wcale turystów. Jeden podszedł do grupy dzieci, zdążających do Morskiego Oka, i zabrał dziewczynce plecak, z którego wyjął kanapki i zjadł ze smakiem na oczach całej wycieczki, pozbawiając tym samym dziecko drugiego śniadania. Pamiętajcie wędrowcy, aby na szlaku mieć zapas herbatników w plecaku!

To właśnie w Tatrach przeżyłem niesamowitą przygodę. Zaczęło się niewinnie. Wyszedłem na taras z zamiarem kontemplacji krajobrazu górskiego. Na podwórzu stał samochód gospodarza, u którego wynajmowaliśmy pokój. Za chwilę pojawił się sam gospodarz, który w pośpiechu podszedł do samochodu, otworzył bagażnik, włożył doń torbę i nie zamykając klapy, pobiegł do domu. Zaintrygowała mnie owa torba i pośpiech właściciela. Zeskoczyłem z tarasu i podbiegłem do auta. Z niedomkniętej torby wydobywały się bardzo tajemnicze zapachy. Ogromna pokusa dla kota! Bez chwili wahania dałem nura do środka. W tym momencie wybiegł zaaferowany właściciel i niczego nie podejrzewając, zatrzasnął torbę i zamknął bagażnik. Znalazłem się w pułapce! Po chwili zawył silnik i ruszyliśmy. Momentalnie przeszła mi ochota na badanie zawartości torby. Byłem zły, że dałem się tak zaskoczyć, a na dodatek kręciło mi się w głowie od intensywnej woni, jaką były przesiąknięte przedmioty w torbie. Jechaliśmy szybko, ale niezbyt długo. Kiedy wóz się zatrzymał, odetchnąłem z ulgą. Ale był to dopiero początek niezwykłej przygody. Po otworzeniu bagażnika usłyszałem nieznany warkot. Ktoś chwycił torbę i energicznie ruszył w kierunku hałasującego obiektu. Szum wzmagał się, a więc byliśmy blisko tajemniczej maszyny. Usłyszałem głosy męskie i poczułem, że torbę uniesiono, a następnie postawiono. Jedyna pociecha, że nie byłem sam. Po chwili stało się coś dziwnego. Poczułem, że wznosimy się pionowo w szybkim tempie. Zupełnie jak na diabelskim młynie w wesołym miasteczku! Byliśmy już wysoko w górze, gdy zmienił się kierunek lotu na horyzontalny. Straszna huśtawka - raz w górę, raz w dół, a do tego ten koszmarny warkot! Nie wiem, jak długo lecieliśmy, popadłem z nerwów w odrętwienie. Ocknąłem się, gdy wylądowaliśmy. Ktoś uniósł torbę i tak wraz z pozostałymi opuściłem pokład. Odtąd wypadki potoczyły się bardzo szybko. Torbę otworzono i wtedy ostatkiem sił wygramoliłem się na zewnątrz. Właściciel bagażu oniemiał, zobaczywszy pasażera na gapę. Czy już wiecie, co się stało? Załapałem się na akcję ratowniczą w górach! Turysta złamał nogę i ekipa ratowników tatrzańskich została wezwana telefonicznie, aby go przetransportować. Przez przypadek znalazłem się w torbie lekarskiej, którą doktor zawsze zabiera na takie akcje. Śmiechu było co niemiara. Nawet poszkodowany wędrowca nie krył rozbawienia. Musiałem mieć nietęgą minę, bo któryś z ratowników zażartował, że po opatrzeniu rannego, a może nawet w pierwszej kolejności, trzeba zająć się kotem.

Podróż powrotna była o wiele przyjemniejsza, bo w miłym gronie. Ratownicy tatrzańscy to szalenie sympatyczni ludzie. Pomyślcie tylko, jak wielu osobom, często bezmyślnym, bez wyobraźni, uratowali życie, wyruszając na pomoc na każde wezwanie.

Pamiętajcie: jeśli w Tatrach zobaczycie helikopter, to znaczy, że dzielni ratownicy TOPR-u spieszą komuś na ratunek. Oby tych lotów było jak najmniej!


Do góry

Poprzedni odcinek              Następny odcinek