Tatry Polskie

przewodnik multimedialny

Strona główna

Dla dzieci



Napisz do mnie


Przygody

kota Mazgaja


Odcinek 19. Lekcja botaniki


Wakacje dobiegały końca. Sierpniowe słonko rozdawało jeszcze uśmiechy, dni były ciepłe, ale już krótsze, wieczory chłodne, a i poranki rześkie, otulone mgłą, strojne w kropelki rosy.

Pewnego dnia obudziłem się w bardzo dobrym humorze. Nie zrobiłem domownikom pobudki, a gdy już wstali, przywitałem ich łagodnym mruczeniem i spokojnie, bez ponagleń czekałem na śniadanie. Słowem - kot do rany przyłóż. Sytuacja niecodzienna, jednak możliwa. Moi Państwo mówią wtedy, że mam dzień dobroci dla ludzi. Ten stan nie trwa długo, można by go raczej określić jako chwilę dobroci dla ludzi. Łagodność zawsze się opłaca. Zwykle w nagrodę dostaję zwiększoną porcję pieszczot i z łatwością wymuszam ulubione zabawy. Tego dnia Państwo uznali jednak, że zasłużyłem na lepszy prezent - wycieczkę do ogrodu botanicznego.

Szalony pomysł! No cóż, kot nie wybiera sobie opiekunów. Gdyby mógł ... Przemycono mnie przez bramę w znanym Wam plecaczku. Kiedy znaleźliśmy się w bezpiecznej odległości od kasy, pozwolono mi wyjrzeć. To, co ujrzałem i poczułem, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Oceńcie zresztą sami. Czyż to nie kraina z baśni?

Jako domowy kot nie zaznałem rozkoszy włóczenia się po ogrodach i łąkach. Zapragnąłem nagle znaleźć się blisko tych wszystkich barwnych i wonnych roślin. Choćby musnąć noskiem drobne kwiatuszki i listki, choćby na moment rozciągnąć się na bujnej kępie traw ...

Nieśmiałe prośby o wypuszczenie mnie z plecaka nie dały rezultatu, uruchomiłem więc wariant awaryjny. Wrzaski dręczonego psychicznie kota zwróciły uwagę spacerowiczów. Nie było innego wyjścia, jak tylko pozwolić mi korzystać z darów natury. Znaleźliśmy trawiasty skwerek z dorodnymi drzewami. W chwili gdy znalazłem się na ziemi, podszedł strażnik.

Musiał namierzyć nas już wcześniej. Zaskoczeni Państwo zaczęli się tłumaczyć, ja tymczasem w pośpiechu wskoczyłem na rozłożysty kasztanowiec. I wtedy się zaczęło. Strażnik podbiegł do drzewa i, machając rękami, krzyczał głośno, aż ludzie przystawali zdziwieni. Nie miałem wątpliwości: ten człowiek nie był przyjacielem kotów. Moi Państwo próbowali go uspokoić, tłumacząc, że krzykiem nic nie wskóra. Przynajmniej oni wiedzą, że z kotem można tylko po dobroci. Nawiasem mówiąc, dziwię się, że ludzi nie rażą trawniki zanieczyszczone przez psy, a mały, bezbronny kotek szukający schronienia na drzewie wzbudza w nich tyle agresji. Mężczyzna, widząc, że nic nie zdziała, w końcu się oddalił. Wokół kasztanowca zgromadził się już spory tłumek gapiów. Moi opiekunowie namawiali mnie usilnie do zejścia. Ba, sam chciałem jak najszybciej zakończyć ten cyrk, ale pojawił się problem. Drzewo było za wysokie, abym mógł bezpiecznie skoczyć bezpośrednio z gałęzi na ziemię. Z kolei schodzenie tyłem po pniu to straszny dyshonor dla kota. I jeszcze ta rozbawiona widownia! Siedziałem więc skulony i smutno patrzyłem w dół.

Niebawem pojawiło się dwóch mężczyzn z drabiną. W jednym z nich rozpoznałem strasznego strażnika. Oparli drabinę o drzewo i strażnik zaczął wspinać się po szczeblach. Nie miałem zaufania do tego człowieka, toteż przeniosłem się na wyższy konar. Zrozumiał, że nie dam się wziąć żywcem. Zszedł z drabiny, robiąc miejsce mojemu Panu. Pozwoliłem się wziąć na ramię i wkrótce byliśmy na dole. Tłumek nagrodził mnie (a może mojego szefa?) gromkimi brawami. Ta przygoda oduczyła moich pomysłowych opiekunów od zabierania mnie do miejsc, gdzie zwierzęta mają wstęp wzbroniony.

UWAGA: W tym odcinku jest kilka błędów. Znajdziesz je z łatwością! Napisz do mnie.


Do góry

Poprzedni odcinek               Następny odcinek