|
Odcinek
18. Środki przymusu bezpośredniego
Moi
Państwo twierdzą, że mam trudny charakter. Nie przeczę. Ale czy
ktoś widział potulnego kota? Jeśli takie osobniki istnieją, to
tylko w kreskówkach.
Niełatwo
zrozumieć kota, ale jeszcze trudniej pojąć zachowanie ludzi.
Jeśli wczesnym rankiem upominam się o jedzenie, a oni udają, że
śpią, to dlaczego reagują nerwowo, kiedy sprawdzam ostrość swoich
pazurków na wystających spod kołdry stopach? Przecież nikt
nie lubi być ignorowany. Najgorzej jest w niedzielę, bo wtedy
śpią bardzo długo. Pewnego razu, po bezskutecznych próbach
obudzenia moich opiekunów, postanowiłem zwrócić na
siebie uwagę w bardziej radykalny sposób. Poszedłem do
kuchni, gdzie z taboretu wykonałem wyćwiczony do perfekcji
dwuskok: lodówka - górne szafki. Zdołałem otworzyć
łapką środkową szafeczkę, w której stały szklanki, i
rozpocząłem akcję pt. niedzielna pobudka. Brzęk tłuczonego szkła
wywołał pożądaną reakcję. Błyskawicznie zjawiła sie Pani,
przestraszona hałasem, nie rozumiejąca jeszcze, co się stało. Nie
czekałem na ciąg dalszy wydarzeń. Wykorzystałem moment osłupienia
gospodyni i uciekłem z kuchni najszybciej jak tylko mogłem. Finał
tej historii był następujący: kupiono komplet nietłukących się
szklanek i wymieniono szafki kuchenne na wysokie pod sam sufit.
Uznałem to za wrogi akt, ograniczający moją wolność. Lubiłem
przesiadywać na górnych szafkach, zwłaszcza wtedy, gdy
gotowano dla mnie skrzydełka w wywarze jarzynowym. Ten zapach
działa na mnie w jakiś magiczny sposób. Zachowuję się
wówczas dość nietypowo, a moi Państwo wymieniają
spojrzenia i coś sobie szepczą. Nie mając już możliwości
wskakiwania na górne szafki, układam się na blacie obok
kuchenki, na której stoi garnek z wonnościami, i zażywam
jarzynowych inhalacji. Czasem zatracam się w tej rozkoszy i nie
panuję nad odruchami. Wtedy zdarza się, że czubek ogona trafia
zbyt blisko palnika kuchenki. Znacie zapach przypalonej sierści
kota? Zapewniam Was, że lepiej tego nie wąchać!
A
teraz trochę o czystości. Podstawowa zasada obowiązująca
właścicieli kotów brzmi: kuweta musi być sprzątana
przynajmniej raz dziennie. Jeśli stwierdzam, że standardy
czystości nie są zachowane, mam zwyczaj informowania o tym moich
opiekunów głośnym miauczeniem. Zazwyczaj reagują szybko,
bo wiedzą, że za zwłokę grozi kara nasikania w miejscu najmniej
do tego odpowiednim. Pewnej nocy wypadło mi dłuższe posiedzenie w
przybytku kafelkowym. Po wyjściu od razu zaalarmowałem
domowników, że należy wysprzątać kuwetę. Chodziłem po
łóżku, miauczałem, dotykałem noskiem twarzy i rąk Państwa.
Zganiali mnie i mruczeli, aby im dać święty spokój. Nie
ustawałem w wysiłkach dobudzenia ich, ale widząc brak dobrej
woli, w końcu zrezygnowałem. Czy domyślacie się, gdzie odbyłem
krótsze posiedzenie (czytaj 'zrobiłem siku')? Na poduszce
Pana! Nie od razu się obudził. Siedziałem pod łóżkiem i z
niecierpliwością oczekiwałem miłego przebudzenia. Po kilku
minutach moje uszy zarejestrowały niezwykłe odgłosy. Zapalono
lampkę i wówczas odkryto, że mokra plama na poduszce nie
ma nic wspólnego z potem ludzkim, jak pierwotnie sądzono.
Była godzina 2.00 w nocy, Państwo zmieniali pościel i przeklinali
dzień, w którym zapragnęli mieć kocurka. Poduszka była do
wyrzucenia, w sypialni cuchnęło, a ja z bijącym sercem siedziałem
z wtulony w najciemniejszy kąt mieszkania. Oczywiście
zorientowali się, że chodziło o kuwetę. Od tamtej pory zachowują
wzmożoną czujność tak we dnie, jak i w nocy. Czegoś ich jednak
nauczyłem ...
Jak
widzicie, sztukę wymuszania opanowałem do perfekcji. Potrafię
zmusić ich nawet do zabawy. Jeśli nie mają na to ochoty,
wystarczy, że wbiję z pasją pazurki w bok kanapy lub wskoczę na
zakazany fotel, przykryty kremową kapą, i jak szalony zacznę
gonić własny ogon. Miękną od razu i posłusznie bawią się ze mną.
Najczęściej jest to zabawa w berka.
|