|
Odcinek
12. O spaniu

Ludzie
nie chcą zrozumieć, że kot ma prawo spać na łóżku. Nie na
zakurzonym dywanie, nie w nieświeżym fotelu, ani w żadnym innym
miejscu, tylko właśnie na łóżku w wykrochmalonej,
pachnącej pościeli. Walczyłem o to pół roku. Późnym
wieczorem, gdy zamykano drzwi sypialni, a ja zostawałem na
zewnątrz, udawałem, że godzę się ze swym losem.
W
fotelu czuwałem do chwili zaśnięcia moich opiekunów.
Wyczuwam ten moment bez pudła. Wracałem wówczas do wrót
niezdobytego zamczyska, czyli sypialni, kładłem się na boku i
wszystkimi łapkami z całych sił waliłem w drzwi jak w bęben.
Inną, równie skuteczną metodą było drapanie w drzwi i
wyjątkowo nieprzyjemne miauczenie. Na efekt nie musiałem długo
czekać. Obudzeni ze snu Państwo najpierw uzgadniali, nie
ukrywając rozdrażnienia, kto ma wyjść i przylać kotu, i kiedy już
doszli do porozumienia w tej kwestii, drzwi się uchylały i jedno
z nich wyskakiwało, próbując mnie złapać i ukarać. Miałem
przewagę! Właśnie nocną porą jestem rześki, w przeciwieństwie do
ludzi. Nigdy mnie nie dorwali. Zrezygnowani zasypiali, wiedząc,
że to dopiero preludium nocnych harców. Oczywiście
powtarzałem numer z bębnem, nie mogąc się nadziwić zawziętości i
zwykłej głupocie ludzkiej, bo przecież tych dwoje karało samych
siebie, marnując swój sen.
 Pewnego
dnia nastąpił przełom. Od ciągłego drapania w drzwi sypialni w
jedno miejsce zrobiła się tam dziura. Dziwne, że nie zauważyli
tego wcześniej. Dopiero wtedy skapitulowali. Od tego czasu drzwi
sypialni pozostają otwarte, a ja, po wstępnym nocnym śnie, który
odbywam w fotelu, około północy przenoszę się na szerokie,
wygodne łoże Państwa i tam śpię do rana. Szanuję hierarchię w
stadzie, dlatego nigdy nie układam się obok Pana, którego
uważam za przewodnika naszego stada. Pani to co innego. Ją
traktuję jak równą sobie. Walczymy zawzięcie o miejsce na
łóżku i chyba jestem w tych zapasach lepszy!
|