Tatry Polskie

przewodnik multimedialny

Strona główna

Dla dzieci



Napisz do mnie


Przygody

kota Mazgaja


Odcinek 11. Kozy-śmieszki w Wąwozie Samaria


Moi Państwo postępują czasami bardzo nierozsądnie. Brak im chyba wyobraźni, bo jak inaczej wytłumaczyć fakt wybrania się w klapkach na wycieczkę w góry? Czytali przewodnik, patrzyli na mapę, wiedzieli, że wąwóz Samaria, najdłuższy wąwóz Europy o długości 16 km, leży w Białych Górach.

Przypłynęliśmy statkiem do miasteczka na południu Krety, skąd wiodła nasza trasa. Po przejściu niedługiego odcinka weszliśmy do wąwozu. Przywitały nas dwie pasące się tam kozy - czarna i ruda. Na widok niesionego w plecaku kota zabeczały z uciechy. Nikt nie lubi być wyśmiewany, toteż syknąłem i pokazałem im język. Moja reakcja tylko wzmogła ich wesołość. Trzęsły głowami, wykrzywiały pyszczki i machały ogonkami. Zepsuły mi humor, ale nie na tyle, żebym nie mógł podziwiać coraz wspanialszych widoków. Cóż za niezwykła sceneria! Otaczały nas wysokie ściany, między którymi wiła się kamienista droga. Ze skalnych zboczy sterczały zielone drzewa i krzewy, nie wiadomo skąd czerpiące życiodajne soki. Przy dróżce pojawił się strumyk, witany z radością przez wędrowców znużonych żarem słońca. Ludzie skrapiali zimną wodą ramiona i twarz, niektórzy moczyli też stopy, a ci, którym zabrakło napojów już wcześniej, napełniali wodą puste butelki plastikowe.

Po krótkim odpoczynku ruszyliśmy dalej. Strumyk towarzyszył nam, rozlewając się prawie na całą szerokość ścieżki. Należało iść bardzo ostrożnie, aby nie poślizgnąć się na mokrych kamieniach. Wyobraźcie sobie moich opiekunów w klapeczkach plażowych! Pierwsza fiknęła Pani. Upadek nie był groźny, ale jeden klapek został uszkodzony. Za chwilę Pan, stanąwszy na chybotliwym głazie, stracił równowagę i runął do wody. Na szczęście nie upadł na plecy, bo byłby to ostatni odcinek moich przygód. Markotni zawróciliśmy, bo jakże tu maszerować w jednym klapku na nodze. Szkoda, bo chciałem zobaczyć najwęższą bramę wąwozu, w której człowiek rozłożywszy ramiona, dotyka ścian z obu stron. Kiedy dotarliśmy do wylotu wąwozu, zauważyłem znajome kozy-śmieszki. Stały nieruchomo, zaplątawszy się w postronki i żałosnym beczeniem wzywały pomocy.

Mogłem się odegrać za wcześniejsze upokorzenie, ale zaniechałem odwetu. Podeszliśmy do uwięzionych stworzeń i Pan rozplątał sznury. Uszczęśliwione kozy podziękowały radosnym beknięciem, a ruda polizała mi główkę. Była to forma przeprosin za podśmiewanie się ze mnie, dlatego nie czułem już do nich żalu. Oj, wypiękniałby świat i my sami, gdybyśmy potrafili i chcieli pomagać sobie nawzajem!

Była to nasza ostatnia wycieczka. Następnego dnia wróciliśmy do kraju.


Do góry

Poprzedni odcinek              Następny odcinek