Marketing nie tylko dla małej firmy

Książka plus CD-Rom

Strona_główna

Biznes

Forum




Październik 2008

Kryzys - koniec świata czy początek zmian?




Krzysztof Wyrzykowski




Kryzys na rynku finansowym zawsze postrzegany jest jako katastrofa. Kolejność zdarzeń jest podobna: niedowierzanie, panika, szukanie winnych i powolne leczenie ran.

Czy kryzysy finansowe takie jak w 1929 roku są wynikiem błędów popełnianych przez banki, inwestorów lub rządy państw? Czy są można ich uniknąć?. Większość finansistów, ekonomistów czy polityków odpowie na to pytanie twierdząco. Wydaje się to logiczne, ale czy jest prawdziwe?


Dobrym modelem matematycznym cyklicznych kryzysów na rynku finansowym jest SOC (Self Organized Criticality), opisujący także cykle trzęsień ziemi. W skrócie model przewiduje, że co jakiś czas napięcie narastające w systemie (w przypadku trzęsień ziemi ciśnienie płyt tektonicznych, w systemie bankowym narastające złe długi) musi zostać rozładowane. Może to nastąpić w serii mniejszych kryzysów (trzęsień ziemi) lub jednym dużym. Jest to nieuniknione. Jeśli staramy się powstrzymać małe kryzysy finansowe to prawie na pewno doprowadzi to do katastrofy na dużą skalę. Konsolidacja systemu bankowego, czyli wykupywanie słabszych banków przez duże, zapobiega małym kryzysom, ale nieuchronnie prowadzi do mega kryzysu, nad którym nikt nie jest w stanie zapanować.


Takie są reguły gry. Tak jak niemożliwe jest skonstruowanie perpetuum mobile, tak samo ktoś musi zapłacić za błędy innych. Czy, wobec tego, jesteśmy w stanie uniknąć tych błędów albo je zminimalizować? Odpowiedź brzmi - nie.


Muszę przyznać, że tłumaczenia, że przyczyną obecnego mega kryzysu są bezrobotni których namówiono na kredyty hipoteczne są co najmniej śmieszne. Przy obecnym poziomie bezrobocia w USA (nieco ponad 5%) i skali kryzysu (nawet 6000 mld USD), musieliby budować pałace z pozłacanymi klamkami. Oczywiście "zwykli obywatele" kupią takie bajki, bo chcą je kupić. Zawsze proste wytłumaczenie jest lepsze od prawdy.


Kryzys ma głębsze, strukturalne podłoże. Od dłuższego czasu, w zasadzie od kryzysu paliwowego lat 70., gospodarka oparta na paliwach kopalnych powoli umiera, rodzi się nowy rodzaj gospodarki opartej na wiedzy. Podobnie jak w latach 20. ubiegłego wieku, śmierć gospodarki opartej na węglu doprowadziła do kryzysu, tak i teraz mamy kryzys, który jest nie tylko porównywany, ale być może znacznie większy od kryzysu sprzed blisko 80 lat.


Każdy produkt, rynek czy organizacja doświadcza czegoś, co nazywamy cyklem życia. Produkty, rynki czy organizacje, podobnie jak ludzie, zwierzęta czy rośliny, rodzą się, rozwijają, starzeją i umierają. Ten proces jest ciągły i nieunikniony. Na rynkach w czasach spokoju istnieje równowaga pomiędzy rynkami, które się rozwijają, już dojrzały i umierają. Sprytny inwestor może sporo zarobić w fazie rozwoju, mniej sprytny stracić w fazie spadku. Ta równowaga może być zakłócona przez zewnętrzne zdarzenia - klęski żywiołowe, wojny, epidemie i tym podobne nieprzewidziane wypadki. Jednak system gospodarczy co pewien czas sam z siebie generuje mniejszą lub większą katastrofę. Jak to się dzieje ?

Jeśli jesteście miłośnikami teatru, opery lub innych wydarzeń kulturalnych, gdzie aplauz wyrażany jest oklaskami, na pewno zauważyliście ciekawe zjawisko. Najpierw oklaski są nieskoordynowane, coś jak szum, po chwili prawie wszyscy zaczynają klaskać równomiernie, a po pewnym czasie znowu następuje powrót do niekoordynowanego szumu. Podobnie jest na rynku. W pewnym momencie duża część rynku jest w fazie dojrzałości lub spadku. Zyski nie są tak duże jak planowano, zwrot inwestycji jest dłuższy lub niemożliwy i zaczynają się kłopoty. Oczywiste jest, że wchodzenie w fazę spadku rynków paliwowych, na których oparta jest cała gospodarka światowa oznacza kłopoty dla wszystkich. Już dwa lata temu, w 2006 roku, mieliśmy tzw. peak oil, tzn. maksimum wydobycia ropy. Od tego momentu produkcja ropy się zmniejsza. Koncerny naftowe więcej kapitału wydają na zakup własnych akcji (aby powstrzymać ich spadek) niż na poszukiwania nowych złóż ropy. Rządy państw robią wszystko, aby utrzymać status quo, pompując miliardy z podatków w umierające branże. I recepta na kryzys gotowa. W efekcie kapitał potrzebny na rozwój nowych branż jest marnowany na przedłużenie życia starych. Kryzys, który i tak jest nieunikniony, zamienia się w katastrofę. Tak umierał system socjalistyczny i, o dziwo, podobnie umiera system gospodarczy oparty na dużych korporacjach. Mówienie w tym wypadku o socjalistycznych pomysłach rządu USA jest jak najbardziej na miejscu. Dokładnie tak samo zachowywali się ostatni władcy PRL-u (toutes proportions gardées).


Obecny system gospodarczy musi się zmienić, bo takie są reguły gry. Nowa gospodarka na pewno powstanie, bo nie ma innego wyjścia. Z pewnością będzie bolało, bo porody zawsze są bolesne. Obawiam się, że będzie bolało bardziej niż musi boleć, dzięki niebyt mądrym działaniom ratowników (politycy) i złych doradców (ekonomiści).


Kryzys odsłania jeszcze jeden, fundamentalny błąd popełniany przez ekonomistów. Powszechnie akceptowany model równowagi ekonomicznej jest oparty na fałszywych założeniach (patrz Paul Ormerod 'The Death of Economics'). W konsekwencji narzędzia oceny ryzyka oparte na tym modelu są delikatnie mówiąc niezbyt precyzyjne i muszą prowadzić do poważnych błędów. Obecnie nie istnieje dobry model rynków niefinansowych, co powoduje, że jesteśmy skazani wyłącznie na zdrowy rozsądek. Czego wszystkim i sobie serdecznie życzę.


 

Notka o autorze